Uwaga! Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej

Niedawno na lekcjach języka polskiego omawialiśmy lekturę "Kamizelka" Bolesława Prusa. Jest to krótka nowelka, która opowiada o losach pewnego małżeństwa. Kiedy mężczyzna poważnie zachorował i zaczął chudnąć, codziennie wkładał tę samą kamizelkę, w której ściągał pasek, aby nie martwić żony. Z kolei jego żona przeciągała sprzączkę przy kamizelce, aby jej mąż uwierzył, że przybiera na wadze, a tym samym zdrowieje. Historia kamizelki kończy się tym, że dostaje się ona w ręce sąsiada tegoż małżeństwa, już po śmierci męża. Ja postanowiłam opisać dalsze dzieje kamizelki. Oto efekt mojej pracy. :)

Jak już wspomniałem na początku opowieści o kamizelce, miałem zamiar się jej pozbyć. Doszedłem do wniosku, że coraz bardziej się do niej przywiązuję, co nie wpływa na mnie zbyt dobrze. Ostatecznie jednak postanowiłem ją zatrzymać przy sobie. Więź, która łączyła mnie z kamizelką,  była bardzo silna. Do dzisiaj w chwilach smutku zakładam ją i przypominam sobie, że nie tylko ja mam problemy, co bywa bardzo pocieszające.
Odkąd kupiłem kamizelkę, minęło już kilka lat, a ja zestarzałem się i podupadłem na zdrowiu. Wiem, że powoli, lecz nieuchronnie zbliża się kres moich dni i moim ostatnim życzeniem jest, aby pochowano mnie właśnie w tej kamizelce.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Na dziedzińcu stał młody człowiek. Był ubrany w elegancki granatowy garnitur i dopasowany krawat tegoż samego koloru. Wysoki i przystojny młodzieniec wyglądał, jakby intensywnie nad czymś myślał. Nagle odwrócił głowę. Wrony stojące na wieży kościelnej zerwały się do lotu, gdy zaczęły bić dzwony.

- Już czas - pomyślał. Przeszedł przez plac i wszedł do małej kapliczki przy kościele. Zobaczył tam ciało. Mężczyzna leżący w otwartej trumnie miał siną skórę. Jego twarz była nieco zniekształcona w wyniku przeprowadzonej sekcji zwłok. Na głowie widać było wybrzuszenia utworzone przez skórę, która nie przylegała do czaszki. Młodzieniec przyjrzał się zmarłemu. Zauważył u niego orli nos podobny do swojego oraz wydatne kości policzkowe.

- Sąsiedzi się nie mylili - pomyślał. - Tylko dlaczego on ma na sobie takie łachmany? - Rzeczywiście, strój mężczyzny całkowicie odbiegał od stroju przeciętnych trupów. Mężczyzna miał na sobie dżinsowe spodnie, a zamiast klasycznego garnituru tylko starą, podartą kamizelkę na białej koszuli. Nagle do młodzieńca podeszła jakaś starsza kobieta.

- Umarło mu się, co? - zagadnęła. - Jak go znalazłam, to całkiem był już zimny. Nie widziałam go kilka dni, to mówię sobie wejdź do niego, Hanka, zajrzyj, może mu się co stało. No i proszę - pokiwała głową z powagą. - Jak go zobaczyłam, to se pomyślałam, że pewnie jakiś włamywacz se wszedł i go ... zabił - umilkła na chwilę. - No bo co? Mało tu się takich kręci? No to zaraz na policję dzwonię, a ten biedak, co tu leży, to cały czas w rękach trzymał tę starą kamizelkę. Jak wreszcie ci policjanci przyjechali, to mu jej zabrać nie mogli, takiego skurczu biedaczek dostał! No to ją wzięli razem z nim. Oni też zaraz myśleli, że to pewnie jakieś morderstwo, to wzięli go porozcinali, ale jak nic tam w środku nie znaleźli, to dali mu już spokój. Biedny człowiek, nawet po śmierci nie chcieli dać mu spokoju!
Pod wpływem tych słów młodzieniec poczuł, że coś mu się przewraca w żołądku. Nie jest to nic dziwnego, gdyż opowieść staruszki była, delikatnie mówiąc, niesmaczna.

- A pan to kto? - zapytała.
- Jestem jego dalekim krewnym - odpowiedział pospiesznie. - A pani kim jest? - spytał.
- Ja to se jego sąsiadką byłam. Prosta ze mnie kobieta, ale co wiem, to wiem i mi to się wydaje, że on z tęsknoty za synem umarł.
Młodzieniec poczuł, że zaczyna się lekko pocić.

- Ale co to ja panu będę opowiadać, pan z jego rodziny, to pewnie już pan dawno wiesz - stwierdziła.
- Tak, tak ... słyszałem - bąknął młodzieniec.
- I wiesz pan co? - zagadnęła znów staruszka. - On to mi kiedyś mówił, że ta kamizelka to jemu się ze smutkiem kojarzy. O, tak, mówił mi, że ona tak jak on, wiele już się wycierpiała. No ale cóż, trzeba już wracać do roboty, bo samo nic się nie zrobi - odwróciła się i odeszła, mamrocząc pod nosem coś o "niewdzięcznych dzieciach" i "biednych staruszkach".

Mężczyzna stał nadal wpatrując się w ciało.
Godzinę później, kiedy msza za duszę zmarłego skończyła się, a marsz pogrzebowy został odśpiewany do końca, młodzieniec ruszył wraz z innymi ludźmi w pochodzie. Wszyscy szli na cmentarz. Mężczyzna widział, jak trumna z ciałem jego ojca jest powoli opuszczana w przepaść, z której już nigdy nie wróci. W końcu wszyscy się rozeszli, a on został wpatrując się w mogiłę.

- Czy on rzeczywiście cierpiał z mojego powodu? Jaki związek ze mną ma ta kamizelka? - zapytał na głos. Jednak wokół niego nie było żywej duszy. Odszedł więc, nie otrzymawszy odpowiedzi na swoje pytania...

źródło zdjęcia: azymut.waw.pl

 

Joanna Klupś, 08.12.2016 22:53
0,

475


Komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego wpisu.

Dodaj komentarz